
Jesus Castley
dwadzieścia dziewięć lat, czarny charakter
Niewiele ma w sobie boskich cech, a zakonnice pewnie do tej pory plują sobie w brodę, że takiemu cymbałowi jak on dały takie szlachetne imię. Jego sposób na życie można zawrzeć w paru krótkich zdaniach. Całe swoje życie żeruje. Żeruje na naiwności, zaufaniu, jest pasożytem, pasożytuje na kobietach, które wierzą, że on to nie tylko dwadzieścia jeden centymetrów we wzwodzie i nad wyraz długie palce, ale też kalejdoskop uczuć, których nie okazuje, no ale one gdzieś, kurwa mać, muszą być, bo przecież nie jest małpą ani szympansem. A może właśnie jest? Całe życie kierowany pierwotnymi instynktami, chęcią przetrwania, nie bał się zagrać na uczuciach reżyser innego reality show. Gotowa na każde wezwanie, czekająca na niego bez majtek i z otwartą buzią - kandydatka idealna. Parę przekłamanych statystyk, sfałszowane wyniki głosowania i milion złotych na pół - umowa potwierdzona przez panią reżyser krótkim mhhm wybełkotanym przez majtki wsadzone w buzi była wiążąca jak żadna inna. Coś jednak poszło nie tak. Skończyło się skandalem, jego bankructwem i iście szatańskim pomysłem na wyjście z tego bagna. Zdjęcia pani reżyser ze spermą na twarzy szybko zajęły internet, a jego kieszenie napełniły się pieniędzmi. Podłużna blizna na szyi po dziś dzień przypomina mu o kobiecie, która straciła swoją niewinność za jego sprawą. Nie pozwolił o sobie zapomnieć, dlatego tu jest, gotów wzbudzać kolejne obyczajowe skandale. Spowiedź.
Mam nadzieję, że nie jest tak źle jak mi się wydaje, a jeśli jest, to postaram się nadrobić w wątkach. Serio. Obiecuję.
Mam nadzieję, że nie jest tak źle jak mi się wydaje, a jeśli jest, to postaram się nadrobić w wątkach. Serio. Obiecuję.